Kategorie: Wszystkie | fot | love | so
RSS
czwartek, 10 września 2009

Helenka zna caly alfabet. Co prawda literka "A" to nie "A" ale "Ala", "B" to "Babcia" a "C" - "cycuszek", itd., niemniej jednak wszystkie nazywa bezblednie :) Dwie sa jednak zaszyfrowane - "H" to "Lalo" ("Lalo" wymawiane zamiast "Helenka" od daaawna i na zawsze wpisane do ksiegi rodzinnych anegdot :) oraz "W" to "niania" od imienia ukochanej niani Weroniki :)

tak sobie zapisze, na pamiatke ;)

19:22, mamaheleny
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Pierwsze poranne bodźce sluchowo-dotykowe, ktore to niechybnie oznaczaja dla mnie przejscie (gwaltowne) z fazy snu do fazy pionu to: energetyczne okrzyki "MNIAMMNIAMA MNIAMA" oraz bezkompromisowa stanowczość małej rączki szarpiącej mój dlugi nos :-)

Pierwszy Helenki rysunek przedstawiajacy, co do ktorego nie miala zadnych watpliwosci co przedstawia, przedstawiał... "MNIAMNIAMA!", a jak sie okazalo po wnikliwej analizie i serii pytan podchwytliwych - owsiankę.

Niby jedno z ulubionnych helenkowych dań śniadaniowych, chociaż to w sumie kwestia problematyczna, bo chyba wszystkie sa ulubione :-)

No dobra. Pierwszy rysunek przedstawiał MAMĘ, ale umówny się, nie był przesadnie realistyczny, podczas gdy te kropeczki NAPRAWDĘ wyglądają jak owsianka, prawda?! :D

10:55, mamaheleny
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 marca 2009

 

08:48, mamaheleny
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 lutego 2009

Spotkałyśmy sie dzisiaj z Kasią i Michalinką. Cieszę sie bardzo z tej - odnowionej - znajomosci, bo teraz, mam nadzieję, Helenka bedzie miala wreszcie stałą koleżankę w podobnym wieku :-) Dziewczynki mialy co prawdna utrudniony kontakt za sprawa wielowarstwowych zimowych ubranek krepujacych ruchy, ale z pewnoscia nadrobia to jutro, podczas zabawy w domu :-)

 

A po powrocie był szczurek Julii. Czasem słońce:

Czasem nie:

 

22:49, mamaheleny , fot
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 stycznia 2009

Fakt, ze pamietam w ogole blogusiowe haslo ma swa sekretna a prosta przyczyne - wszelakie internetowe hasla mam jedno-tozsame :-)

Czy ja potrafie byc w czymkolwiek systematyczna?? Nie. A ze kazda moja zyciowa aktrywnosc rozhustana jest na zwariowanej sinusoidzie, zatem aktywnosc blogowa rowniez. My, popieprzeni artysci, niestabilni emocjonalnie juz tak mamy ;-) (Czy ja nie pisalam nigdy o tym, czym sie zajmuje? Że, krotko mowiac, sztuką? Ani o "artystycznych okolicznosciach" Helenki, cokolwiek ekstremalnych, nawet jak na nasze dekadencko-bohemiaste standardy? No. To moze kiedyś napisze. Poki co, tyle tylulem wstepu do kolejnego blogowego odrodzenia. Notka raz na kwartal.)

To, ze lato nie sprzyja pisaniu, to fakt. Spacerki, sloneczko, takie tam przyjemnosci leniwego rozkoszowania sie ciepelkiem. Bo ja wiem, z pamietniczkiem to troche jak z seksem, o ktorym mozna po prawdzie gadac godzinami, ale jego prosta istota lezy przeciez w praktyce. Zamiast opisywac i notowac "na wieczna pamiatke", pochalanialo mnie raczej czynne prze-ży-wa-nie kazdej chwili spedzanej z Helenka i oddawanie jej kazdego dnia coraz intensywniej, bardziej swiadomie. Co nie znaczy, ze nie mialabym ochoty na zapisanie sobie tego czy owego ku tej pamieci krotkiej. Powiem szczerze, blogusiowo, liczylam na zime. Dlugie wieczory, malinowe herbatki, ksiazeczki do poduszki... Wyszlo inaczej. Odstawienie Helenki od piersi zaskutkowalo lawina towarzyskich ekscesow i odreagowaniem dwoch lat samotnej posuchy. Tak minal grudzien. Dzien w dzien, krotko mowiac :D Helenia w tym czasie duzo czasu spedzala z Babcia... a ja wypieralam ze swiadomosci wyrzuty sumienia za te krzyki o nieszczęsne butki, ktore zdjemowala uparcie 1000 razy dziennie, glucha jak pien, na moja irytacje. Swieta byly cudowne i pyszne, Sylwester dosyc smieszny za sprawa szatanskiego szampana po ktorym czulam sie jak po pierwszym wypitym w zyciu piwie :-) Nowy rok rozpoczal sie paskudnie zarowno dla mnie, jak i dla Helenki, o czym donioslam Wam w poprzedniej notce - zmutowanym wirusem grypy w najgorszym z mozliwych wariantow :-( Nastepnie, jak zwykle, obudzilam sie dwa tygodnie przed sesja z blogiej nieswiadomosci czekajacych na mnie zaliczen. Tym razem studenckie zycie obeszlo sie ze mna bezbolesnie: jest spoko. W miedzyczasie nieprzerwanie spelnialam sie towarzysko, a to z okazji urodzin wlasnych, a to cudzych, a to z innych okazji (wczorajszy koncert pana Malenczuka ukoronowal maraton :-). Urodziny wlasne obeszlam w liczbie 25, jakby nie bylo okraglej i na te okazje szykowalam sie od kilku lat do drogerii po Pierwszy Powazny Krem Przeciwzmarszczkowy. Niestety, hulajace wokolo wyprzedaze przemoca (!) pozbawily mnie srodkow do zycia nie mowiac o dyrdymalach takich jak kremy przeciwzmarszczkowe... pfff... i z planu zostaly nici. Moj tatuś za to spisal sie spiewajaco bo wygrzebal slajdy z moich pierwszych chwil zycia, ktorych nie widzialam jak dotad na oczy, czym rozmiekczyl zebranych na dlugie godziny.

Co sie zas tyczy samej Helenki, w chwili obecnej znajdujemy sie na takim oto etapie: 

1. slownictwo - bez zmian. Zasob slow pieciowyrazowy bez wzgledu na potencjal szerokiego zrozumienia wszelkiego, z ktorym sie dziecko  stale ujawnia. Bez wzgledu na lzy matczyne ;-) Jedna mala perelka: "lalo!!!", ktorym to okrzykiem zwraca sie do swojego 13-letniego wujka. Uwielbiam to :-)

2. nocnik - znakomity do transportowania cebuli z przedsionka do kuchni.

3. czytelnictwo - zaawansowanie terroryzujace otoczenie przed-zasnieciem.

4. slodziasznosc i przytulasnosc w skali od jeden do 10 - milion z grubym hakiem ;-)))

 

23:02, mamaheleny , so
Link Komentarze (1) »
środa, 07 stycznia 2009

Dopadło i nas... paskudny wirus grypowo-zoladkowy... od niedzieli lezymy plackiem w łozku, a ja z kazda chwila coraz bardziej sie rozklejam. Wraz z oslabieniem fizycznym nadszedl i kryzys psychiczny a stad juz bardzo blisko do czarnej rozpaczy, z ktorej nie bardzo wiem, jak sie wyplatac.

Jak to w styczniu :-(

12:41, mamaheleny , so
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 grudnia 2008
 
Siostra zapytala mnie, dlaczego nie pisze na blogusiu, skoro tyle sie dzieje. No wlasnie dlatego :-) Ten grudzien jest fantastycznie bogaty w zdarzenia i wrazenia :-)
 
Kochani, przede wszystkim Rodzinnych, przede wszystkim spokojnych, cieplych, radosnych Świat, choinkowo-pierniczkowych zapachow i chwil pelnych wzruszen dzielonych z Najblizszymi... przesylamy Wam z Helusia najserdeczniejsze zyczenia i sciskamy najczulej :-***
 
23:57, mamaheleny , love
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 listopada 2008

sobota: Ostatnie karmienie przed zaśnięciem. Nie rozpłakałam sie nad tym "ostatnie" tylko dlatego, ze nie wierzyłam w powodzenie całej akcji. W nocy Helenka spała z Babcia, ja po raz pierwszy od roku, siedmiu miesięcy, obudzilam sie DOPIERO RANO :-)

niedziela: W szkole. W toalecie odciągam pokarm łzawiac uroczyście. "Helenka to moje jedyne dziecko, już nigdy nie poczuje słodyczy karmienia, jak ona to przeżyje..." etc. Piersi mam w rozmiarze G. Auć. Hello Pamelo z lustra ;-) W bliskiej konfrontacji ze spojrzeniem Heleny pełnym niedowierzania i wyrzutu, przegrywam psychicznie. Na szczeście wieczorem Helenke znowu przejmuje Babcia. Jest nadzieja.

poniedziałek: Powtarzamy Helence "mleczka nie ma". Rozumie, ale wieczorem puszczają jej nerwy. Usypianie zajmuje trzy godziny. Czym zastapic funkcje NATYCHMIASTOWEGO wyciszenia, w nanosekunde po przytknieciu do cycusia???

wtorek: Moje piersi wracaja do ludzkich ksztaltow. Helence każdym gestem staram sie zrekompensować stratę. Ładunek czułości Kochanie oddaje mi w dwójnasób. Wieczorem usypiamy się inaczej niż zwykle - wynagradzając sobie nawzajem wspólna szkodę. Decyduje sie zostać z córeczka na noc. Mała budzi się o czwartej i na moje "mleczka nie ma" przytula sie do mnie najmocniej na świecie. Wypróbowuje sto różnych wariantów rozkosznego wtopienia się w moje ciało. Jest mi z nią szczęśliwie, ciepło i błogo. Budzimy sie o 7.30

środa: Wierzyć mi sie nie chce, że się udało. Przygotowywałam sie raczej na psychiczna masakrę, swoją i dziecka. Tymczasem, skoro Helenka okazała sie nie być jednak narkotycznie uzależniona od karmienia, to... kto... był... ?

czwartek: Poza zachłannym zapotrzebowaniem Helenki na dodatkowe czułości, doszedł wilczy apetyt i wściekłe pragnienie, uzupełniane na bieżąco. Przynajmniej mam teraz jasną odpowiedz, czy mleko mamy jest wartościowym pokarmem: JEST. Było warto karmić Helenkę tak długo :-)

 

A teraz powrót do pełnej własności własnego ciała... Ale o tym już w następnej notce :-*

19:03, mamaheleny , so
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 listopada 2008

Przetrzasajac ostatnio siec znalazlam niesamowita lalkowa sfere, o ktorej nie mialam jak dotad pojecia. Bedac, chcac nie chcac, dzieckiem hulajacego PRLu mialam ci ja kiedys rudowlosego potworka - lalusie marzen, brzydką jak noc i zmizerowaną jedynie. Moja mlodsza o 7 lat siostra, progenitura, jakby nie bylo raczkujacego kapitalizmu, doczekala sie wypasionej "Eulalii pół metra", ktorą to do dzis wspomina z rozrzewnieniem, przemilczywujac jednakowoż braki w urodzie zewnetrznej ukochanej przyjaciolki. I w koncu Helenka, szczesliwa latorośl gospodarczych cudów i nie tylko, bedzie miala te okazje cieszyc sie wytworem blogoslawionej kultury konsumpcjonizmu, zapierającym dech w piersiach klonie-rówieśnicy jej samej - dziewczynki w skali 1:1, naturalistycznie spreparowanej... Szczegoly na stronie: http://www.clean-schmidt.de/ zdjecia pod linkiem "puppen" (!!!), pod linkiem "susan lippl". Dla starszych córeczek link "annette himstedt", modele "kilkuletnie". Niestety nie recze za cene... przyprawia o zawrot głowy, ale jezeli zaczne zbierac od jutra do skarbonki to moze wyrobie sie na Helenki siodme urodziny ;-)

Wiedzieliscie, ze lalka-megahiperralistyczny noworodek (meszek na buźce, fioletowe przebarwienia poporodowe na calym cialku oraz... potowki na nosku!!!) kosztuje ok 2000 zl?! Wow.

 

Poza tym mija wlasnie drugi dzien odstawiania, cycki mam jak kamienie a o szczegolach nawet nie chce myslec :-(((

09:49, mamaheleny , so
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 listopada 2008

Przełomowe odkrycia rodzą się z przypadku. Ja odkryłam dzisiaj w jaki sposób uciszyć marudząca (coś pomiędzy marudzeniem a małym wyciem, actually) Helenkę. Otóż zaspawszy rano do szkoły, latając z kąta w kąt, w popłochu przetrząsając szafę, maziając oczy cieniem, przepakowując torebki i dopijając paskudną kawę równocześnie, POZOSTAWIŁAM WYJĄCE DZIECKO SAME SOBIE NA KANAPIE. Nagle, zakodowalam cisze (wnioski wyciagnełam dopiero w tramwaju ;-). Helena, nie wzbudziwszy mojego zainteresowania metodą wycia... uspokoiła sie sama i grzecznie zajęła sie... sobą...

"To, co kiedyś nazywało się ROZPIESZCZENIEM, teraz nazywa sie WYPRACOWANYM W POCIE CZOŁA "POCZUCIEM BEZPIECZEŃSTWA" dziecka ;-)", stwierdził rzeczowo tata Heleny, punktując przy okazji moją niemoc nie-rozpieszczania córeczki, do ktorej się, owszem, przyznaję! :-)))

Naprawdę, wystarczyłoby nie zwracać uwagi na każdy najmniejszy grymas i każdą zachciankę?!

18:06, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2008

Przytłoczona (z radoscią ;-) licznikiem odwiedzin, slowko wyjasnienia dla naszych stalych czytelnikow, kajajac sie rownoczesnie za nie-pisanie (nie przestawajcie zagladac! ;-).

Ponioslam wczoraj sromotną (piękne słowo!) kleske pedagogiczno wychowawcza, nie ostatnią zapewne, choc pierwszą. Postanowiwszy twarde odstawienie Helenki od piersi zlamalam sie po pieciu minutach wycia (najpierw bylo zaniepokojenie, potem niedowierzanie, potem wrzask) :-( Dzisiaj w ramach zadośćuczynienia (jak nic, w najbliższej przyszłości nadchodzacej rozpaczy Helenki i mojej z ww. powodow) przetrzasnelam sieć w poszukiwaniu upatrzonego modelu lalusi wykupionego mi sprzed nosa na allegro :-( Znalazlam :-) Zadośćuczynienie bęc, pod choinke :-)

23:09, mamaheleny , so
Link Komentarze (2) »
piątek, 31 października 2008
środa, 29 października 2008

Psychomotorycznie Helenka rozwija sie paluszki lizac. A minkami strzela tak wyraziscie, ze az mnie zaskakuje skala jej emocji oraz natezenie kazdego rodzaju ekspresji z osobna (oskar w kategorii "pierwszoplanowy szok i konsternacja" dla wyrazu twarzy, objawionego na dzwiek moich slow: poduszka spi!). Naśladuje tez z wielkim upodobaniem wszystko co tylko zaobserwuje, ostatnio uwielbia samodzielnie czyscic sobie uszka (na co niechetnie pozwalam z uwagi na bezpieczenstwo, chociaz widok malego ufoludka z patyczkami sterczacymi z uszu jak antenki rozsmiesza mnie do lez ;-). Swiezo przyswojonym zwyczajem jest slinienie paluszka podczas rytualnego przegladu prasy, albo skrecanie pieprzu za siebie (prawie-nad-talerzem :-). Ostatnio jednak Helenka przeszla sama siebie. Podczas wieczornego usypiania, obnazywszy zachlannie ukochanego cycusia, odsunela na chwile buzke i... potarla paluszkami nad zdziwionym biustem w gescie "syp, syp, szczypta soli", po czym zadowolona przystapila do komsumpcji :-)))

Drugą perelką jest scenka sprzed paru tygodni. Helenka w trakcie jedzenia rzadko kiedy siedzi w swoim foteliku, raczej wlazi na krzeslo i uprawia na stole niczym nieograniczona ekspansje. Wtedy, dodatkowo jeszcze odwrocila sie w strone kredensu i wlaczyla radio oraz telewizor. Siegajac po kolejny kes i czestujac uprzejmie lalusie i misia, podsunela jedzonko rowniez... gadajacej glowie z telewizji :-)))

21:09, mamaheleny , so
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008

Dzisiaj w nocy rozmawialysmy z Helena o jej Tacie. Zaczelo sie od tego, ze przelozylysmy poduszki na druga stone lozka, tę od kaloryfera i nocnej lampki, co niezmiennie oznacza inauguracje sezonu zimowego, dlugich ksiazkowych wieczorow i spod koldry widoku na pokoj, oswietlony przytulnie malym, cieplym swietlikiem wiszacym za szafka (w sezonie letnim glowy mamy zwrocone w strone okna i zwykle wpatrujemy sie w golebie siedzace na daszku). Stad tez zimowe, nocne przebudzenia maja posmak bajkowych majakow, momentu niespodziewanego odnalezienia sie w jaskini fauna z Narni, albo w domku w pniu drzewa stumilowego lasu, gdy naokolo snieg i mroz a w srodku cieplutko i blisko :-) (w grudniu wrazenie to spoteguje sznur swiecacych gwiazdek pod sufitem :-). Otoz na ranem obudzil mnie glosik: - mamo, mamo! Helenka zwrocona w moja strone, przytulona twarzyczka do mojej twarzy, wskazujac paluszkiem na obraz wiszacy na scianie (tatyheleny autorstwa) powiedziala: - tata! i usmiechnela sie do mnie promiennie. A potem dlugo opowiadala mi o weekendzie spedzonym wlasnie u taty. O tym co jadla, w co sie bawila i jakie ksiazeczki czytala. Porozumiewalysmy sie bezblednie. Chociaz, jak wiecie, nie mowi Ona zbyt wiele. A jednak bez trudu prowadzilysmy rozmowe oparta o pytania i odpowiedzi... cos jakby pozaslowne, telepatyczne porozumienie artykulowane czulymi usmiechami i podstawowymi sylabami zawierajacymi, a jakze, piekne zlozone tresci. To bylo niesamowite!

Nagle zdalam sobie sprawe, ze dziecko-lalka, ktore do tej pory zaledwie pielegnowalam czy w koncu, ktoremu tlumaczylam zycie od podstaw, powoli staje sie malym, samodzienie myslacym (!) czlowiekiem, majacym swoj bogaty wewnetrzny swiat, skomplikowane potrzeby, emocje i wlasne zdanie, pragnace wyrazic.

 

Disiejsze przezycie przypomnialo mi o innym, sprzed kilku miesiecy, ktore juz wielokrotnie chcialam opisac. Bylo to jakos zaraz po pierwszych urodzinach Helenki, kiedy tylko zrobilo sie troche cieplej i na otwartym balkonie pojawil sie lezak kuszacy slonecznym lenistwem. Helenka chodzila juz wtedy odwaznie po calym mieszkaniu, nie spuszczalam jej jednak z oka ani na chwile. Wtedy, zdecydowanym krokiem przemiescila sie z kuchni, przez duzy pokoj do kolejnego, i z wyrazna determinacja skierowala na balkon. Wygladalo to, jakby zaplanowala cel swojej wedrowki, co bardzo mnie wowczas zaskoczylo. Podgladalam ja z ukrycia, gdy na balkonie wspiela sie na lezak, bez namyslu polozyla na pleckach i zastygla wpatrzona w bezchmurny blekit. Trwala tak dluzsza chwile. Pamietam, ze pomyslalam wtedy, iz kontemplacyjna natura ma szczescie, o ile oderwana jest od spraw przyziemnych (moje na przyklad wlasne refleksje koncentruja sie raczej wokol "materii", nie "ducha" co nie przynosi mi nigdy wiele radosci; co innego "glowa w chmurach" ktorej zazdroszcze marzycielom ;-).

Jedno z pierwszych, co Helenka nauczyla sie pokazywac paluszkiem w wieku ilus tam miesiecy bylo wlasnie niebo. Smielismy sie wtedy na spacerze, ze to jej pierwsze pojecie metafizyczne :-)

18:40, mamaheleny
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 października 2008

Zdjecia dedykowane Cioci Karolince, ktora podobno dysponuje juz kablem, aczkolwiek wciaz to przede mna ukrywa ;-)

 

 

pytanie: co Helenka ma w buzi?



odpowiedz: mamy wiedzialy od razu, prawda? ;-)

 

 

20:59, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008

Plan tygodniowy skrystalizowal sie. Rozpoczety piaty rok studiow i wizja najpewniej przelozonej na przyszly wrzesien magisterki, raz. Weekendy w nowej szkole i pierwsze egzaminy za płoty, dwa. Spacery Helenki z superniania (Weronika :-*), czas na prace i dla siebie (tea-bo!), trzy.

Jestem zmeczona karmieniem piersia. Niunia osiagnela juz taki poziom rozbestwienia, ze nie zlazi ze mnie W OGOLE w ciagu nocy. Negocjuję z Babcia znikniecie na pare dni. Wczesniej jednak uracze Was notka na temat cudownosci karmienia, ktora od roku ukadam sobie w glowie ;-)

W notce "Top Ten" zapomnialam o ulubionym przez Helenke "dzwonieniu" z wszelakich ksztaltow przedmiotow, na zasadzie przylozenia ich sobie do uszka i wypowiadaniu (najczesciej) - Tata? Tata? Tiebia? (cmokniecie) Myniaaa... itp. Piloty do telewizora i radia, etc, to wiadomo, ale takze - klocki, kuchenne przyrzady, kremy w tubce, szczotki do butow, cokolwiek w ksztalcie okolotelefonowym i nie tylko. Jej mimika staje sie wtedy teatralna. Rownie szerokiej gamy wiarygodnych min wyrazajacych rozmaite emocje w czasie konwersacji z PRAWDZIWYM rozmowca, spodziewalabym sie po pani aktorce z filmu niemego... przynajmniej.

Ponadto, ukochana jest hustawka. Na szmer zdejmowanej dyskretnie z haczykow, hustawki WISZACEJ W PRZEJSCIU, przeczulona na tym punkcie Helenka potrafi rzucic sie z tygrysim wrzaskiem z drugiego konca mieszkania, w celu zaprotestowania.

Lubi takze gimnastykowac sie z Babcia na dywanie :-)

 

21:38, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2008

http://pl.youtube.com/watch?v=yQrWZfdOirc

 

 

* pamiętacie postac Braciszka-gimnazjalisty? Oto co rozchodzi sie podczas wieczornej sesji sam na sam Braciszek vs Helenka ;-))) 

18:22, mamaheleny
Link Komentarze (5) »
środa, 08 października 2008

W sklepie z zabawkami, Helenka rzuca sie na półki z lalkami. Olewa podsuwane pod nos "edukacyjne klocki", "rozwijającogenne układanki", gapi sie w dal na widok figurek egzotycznych zwierząt (kupiłabym jej calą kolekcje, gdyby tylko chciala, tak je lubie! wiecie, takie zawsze stoja na osobnym regale, różne gatunki). Z dziką determinacja sięga po kolejne warianty gołych, różowych tluścioszków, a to w czapeczce a to śpiewające, etc. W końcu, na moją zgubę, wybiera model PACHNĄCY, sztuk 2 i za nic w świecie nie puszcza. Chodzi po calym sklepie z DWIEMA IDENTYCZNYMI lalkami pod paszką jedną i drugą i mową swą ciała jednoznacznie daje mi do zrozumienie, ze o jakimkolwiek kompromisie mogę sobie pomarzyć. Nie wiem juz, jakim podstepem, ale udaje mi sie jednak pozbyc nadprogramowego klona i wychodzimy ze sklepu z lalką-jedną-pachnącą (sic!). Cała drogę powrotną Helenka tuli swą nową przyjaciółeczke i raczy ją caluskami nie wypuszczając z kurczowego uścisku.

Jak to jest, że taka mała Helenka ma taka dużą pewność, że lubi lalki (nie-samochody)?

 

Zabawki typu KOT wzbudzaja Helenki entuzjazm, na widok zabawki typu rekin... sugestywna prezentacja "strach ma wielkie oczy". Pytanie "dlaczego?" jest w sumie retoryczne, bo przecież wiadomo nie od dzisiaj, że rekiny normalnie są straszne ;-) A jednak, fascynujące jest, że wiedze na temat straszności kształtów ostych zębów czy płetw, mamy zakodowana niezależnie od traumatycznego doświadczenia płynącego z telewizora filmu Szpilberga, czy... wieku.

 

...Jak to wszystko jest po prostu wspaniale urządzone! ;-)

20:24, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 października 2008

Z okazji szczęśliwego ukończenia przez Helusie 18-go miesiąca (półtora roczku!) (chowaj sie dalej tak pięknie, Córeczko!), ranking dziesięciu ulubionych przez mojego Przytulaska, ulubieństw/smaków, kupa mięci:

1. JAJKA! (ukochany produkt jedzonkowaty, pochłaniany w każdej postaci - hit minionego weekendu: jajecznica z kurkami:-) - od dawna całkowicie samodzielnie + dokładki; na żądanie ;-)

2. ROWER! (kask i wszelkie akcesoria wycieczkowo-rowerowopodobne, ukryte jak najstaranniej, w przeciwnym razie wrzask i buczenie - najfajniejsza forma spedzania czasu na świeżym powietrzu)

3. KLUSECZKI! (makaron, plasujący sie setną sekundy za jajkami, a także: pierogi, naleśniki i tym podobne)

4. BUCIKI! (o fetyszystycznym upodobaniu WSZELKIEGO obuwia, jestem Helence winna notke ;-)

5. CZEKOLADA! (jak nic, bylaby sie znalazla na miejscu pierwszym, gdyby jej tylko - czekoladzie czy Helence? - na to pozwolic)

6. KSIĄŻECZKI! (pierwsze po obudzeniu i ostatnie przed zaśnięciem, przedmioty w Helenkowych rączkach)

7. ARBUZ! (vel ogórek zielony)

8. PIES! (ukochana przytulanka CIĄGLE, patrz notka z 11 czerwca)

9. ZUPKA produkcji własnej: kubek z piciem np. soczkiem, plus wszystko co mozna do niego wrzucic ze stolu, pod niepatrzenie mamy - skórke z chleba, czekoladke, nakrętke od solniczki, pomidora, ogryzek z jabłka, kiełbaske, ciastko... i chlup, degustacja! ;-)

10. SPANIE :-))) (od początku uskuteczniane bezproblemowo, aktualnie 14-sto godzinne na dobę... to po mnie! :-)

 

Ciekawe, czy którekolwiek z dzisiejszych upodoban zostanie Helence na dluzej... nastepny ranking juz za pol roku.

Stay tuned ;-)

13:57, mamaheleny
Link Komentarze (3) »
środa, 01 października 2008

Zmiany miały być brutalnie spektakularne, a wyszły, jak zwykle - na moje glupie szczęście - bezboleśnie płynnie (wbrew moim "spektakularnym" wyobrażeniom na temat ZMIAN, haha :-))) Główna nowość polega na tym, że głowa mi pęka od pomysłow i planów :-) Sesja zdana, nowa szkoła rozpoczeta, jest dobrze.

Helszka korzysta z uroków jesieni przy pomocy rowerowo-zorientowanej Babci, podczas gdy ja, ostatni tydzeń spędzałam w czytelni. Dzisiaj wybieramy sie na hedonistyczno-praktyczne zakupy, o ile podekscytowanie nowo odkrytym pokładem inspiracji (david carson) nie pochlonie mnie do reszty.. na co sie wlasnie zanosi.

Dobrze jest nie miec chwilowo miliona obawiązków i korzystac bezkarnie z dobrodziejstw netu :-)

14:29, mamaheleny
Link Komentarze (2) »
środa, 24 września 2008

Wczoraj to poczułam.

Powietrze miało ten sam drażniący zapach. Ten sam, co sprzed ciąży. Zapach buntu, nieprzystosowania, ostentacyjnej pewności siebie, gwałtownie podejmowanych decyzji, namiętności, ryzyka, krystalicznie sprecyzowanych poglądów i wewnętrznych sprzeczności, dużych wyobrażeń i jeszcze większych niepokojów.

Tracąc chwilowo własną tożsamość, zyskałam na stałe nową - tożsamość MATKI.

Chętnie jednak wróciłabym do bycia sobą - równolegle.

 

 

Jeszcze tylko jutro i już. Zmiany.

19:33, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 września 2008

- Helenko, lubisz książeczki?

- Tak.

- A lubisz piłkę? (ulubiony motyw wyszukiwania paluszkiem na ilustracjach)

- Tak.

- A lubisz słońce?

- Tak.

- A księżyc? (wiem, że lubi)

- Tak.

- A czy lubisz... mamę?

- Mameee... ?

(przechyla główkę, filuternie strzela na bok oczkami i usmiecha się kokieteryjnie)

- ?

- Ehhh...  (szepcze w końcu, a ja kocham te Jej przekore, kocham! to taka "moja" cecha!)

 

;-)

09:25, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2008

Jest prawdą dosyć powszechną i raczej bezsporną, że dni upływają jeden za drugim. Jednak w świetle wyjątkowo paskudnej aury na zewnątrz, jak również stanów okolo-chorobowych panujacych wewnątrz, ktore to skutecznie w owym "wewnątrz" nas więżą - to pozornie niewinne stwierdzenie nabiera wyjątkowo złowieszczego zabarwienia. Dni, nie urozmaicane wyjściami z domu, przyklejają sie jeden z drugim do palców jak guma i rozciągają lub kurczą, w sposób nie bardziej niż guma ekscytujący. Rytualna poranna kawusia czy kąpiel, tudzież śniadanko spożyte w doborowym zazwyczaj towarzystwie Helenki, wraz z brakiem perspektyw na spacer, zakupy czy inne fascynujące przygody, stają sie jednymi z wielu wykonywanych mechanicznie OBOWIĄZKÓW, a stąd już tylko krok do uzewnętrznienia się kiełkującej podskórnie maleńkiej irytacji... nie mówiąc o dzikim wkó... wkurzeniu zachodzącym w ekstremalnych momentach. O kwestii gotowania, prania czy sprzatania, w innych warunkach neutralizowanej przyjemnościami takimi jak choćby ujrzenie ludzkiej twarzy innej niż swoja i wsółdomowników (na wyżej wymienionych spacerach czy zakupach), nawet nie będę wspominać.

Krótko mówiąc, siedzimy z Helenką w domu i nie jest nam wcale za wesoło. A każdy, kto tylko ośmieliłby się podwazyć niepodwazalny fakt swiętości i nietyklności KOBIETY ZAJMUJĄCEJ SIE DOMEM, niech będzie przynajmniej stracony na wieki.

11:48, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2008

To pięknie. Wierzyc mi sie nie chce, ze jest tak zimno :-( Zwlaszcza, kiedy pomysle sobie o przeslicznej, bialej (>letniej!) marynarce, ktora kupilam na allegro jeszcze w sierpniu i ktora czeka na mnie na poczcie, poniewaz listonosz, wyprobowanym zwyczajem podrzucil awizo, zamiast fatygowac sie na piate pietro po schodach (spoko, rozumiem go). Helenka zasmarkana jak nieboskie stworzenie. Nie jestem wielka fanka blogusiowych opisow zasmarkanych dzieci i ich zielonych glutow wiszacych do pasa, ale w tym wypadku wpisuje sie w kanon. Jak nic, braciszek-gimnazjalista musiał przywlec do domu jakiegos szkolnego wirusa, w tym wieku przeciez, chodzenie w czapce jest absolutnie niedopuszczalne, za to chorowanie w domciu - jak najbardziej pozadane.

Obawiam sie, ze i tym razem nie obejdzie sie bez goracej czekolady (z chili czy advocatem, co wybrac?! ;-). Auć, niech no lepiej wroci juz z urlopu nasz tea-bo-trener!

12:28, mamaheleny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 września 2008

Zrobilam sobie czekolade na goraco, tylko ona kocha mnie bezinteresownie ;-)

Pielgrzymka do lamy:

Reszta wywodu po odwaleniu "materialu do nauki na dzis" ;-)

 

 

 

update:

Nie, zeby mi sie cokolwiek udalo dzisiaj odwalic, ale o tym, jak Helence opadla wczoraj szczeka na widok slonia, po prostu musze napisac, tak, zeby nigdy tego nie zapomniec! Bezcenne ;-) Cala wyprawa byla zreszta bardzo udana. Zalapalismy sie na, chyba ostatni w tym roku, tak sloneczny dzien ( co wcale nie oznacza "cieply"; patrz zdjecie). Helenka chodzila od zwierzatka do zwierzatka niesamowicie podekscytowana, kiedy bylismy z nia w zoo pol roku temu, dokladnie w jej urodziny, nawet w polowie nie przezywala tego tak intensywnie. Lama sie oczywiscie nie spisala i nie wywarla spodziewanego wrazenia-szoku, ale dobra, nie bede oczekiwac zbyt wiele od LAMY. I tak przeciez od poczatku wiedzialam, ze gadanie, gadanie, gadanie... mnie nie ominie ;-)

14:59, mamaheleny , fot
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Lilypie 2nd Birthday PicLilypie 2nd Birthday Ticker statystyka Locations of visitors to this page